wtorek, 10 kwietnia 2018

Czemu mnie nie było + Minimalizm ubraniowy w mojej wersji

Hej dziewczyny :) Dawno mnie tu nie było, to chyba najdłuższa w historii bloga. Powód był bardzo, bardzo prosty, po prostu zepsuł mi się laptop i nie miałam jak dodawać postów. Widziałam, że zniknęło aż 9 obserwatorów, no niestety bywa :) Teraz wracam z na szczęście działającym sprzętem i nowymi postami, zarówno ciuchowymi, jak i kosmetycznymi. Nie będę publikować dużej ilości postów, teraz jestem bardzo, bardzo zabiegana. Dom, ślub za 4 miesiące, szkoła, praca to naprawdę ciężka sprawa. Mam nadzieję, że chociaż po ślubie trochę odetchnę. 

Dzisiaj mam dla Was post pisany (jak to brzmi!) o tym dlaczego zaczęłam interesować się minimalizmem i co mnie do tego skłoniło. Dodam, że nadal lubię kupować ubrania, ale robię to bardziej przemyślanie niż wcześniej.

W sumie będzie głównie o ubraniach, ale też trochę o innych rzeczach, mam nadzieję, że chętnie przeczytacie. Ubraniami zachłysnęłam się w wieku ok.15-16 lat, wcześniej ubierałam się raczej na sportowo, luźno. Pod koniec gimnazjum odkryłam lumpeksy i to był wielki przełom. Pamiętam pierwszy, obskurny lumpeks w którym robiłam zakupy, a potem co raz większą ilość tego rodzaju sklepów, w których spędzałam godziny i wydawałam krocie (wtedy to były krocie :P). W sumie kupowałam cokolwiek, żeby było tanie i miało modną metkę. Nie zwracałam uwagi na krój, materiał czy nawet rozmiar, po prostu było tanie i markowe, więc brałam. Taki stan rzeczy utrzymywał się ok. 3 lat. W tym czasie w ogóle nie myślałam co mam w szafie, czy ubrania jakoś sensownie do siebie pasują, czy w ogóle mam jakikolwiek styl, czy mam miejsce na kolejne ubrania, których zaczęło przybywać w zawrotnym tempie. Oprócz lumpeksów uwielbiałam wyprzedaże w popularnych sieciówkach (i kupowanie rzeczy totalnie do mnie niedopasowanych, tylko dlatego, że tanie), tańsze buty w sklepach internetowych (co z tego, że kupowałam same szpilki, których nie lubię i nie noszę) i bazarkowe ciuchy niskiej jakości. Jak przypomnę sobie moją szafę z liceum, to widzę legginsy z lateksu, tuniki w panterkę, legginsy galaxy, koronkowe rajstopy i mnóstwo taniej, tandetnej biżuterii.
Oczywiście, jak przychodziło co do czego, to godzinami zastanawiałam się w co się ubrać, bo te wszystkie ubrania były raczej niezbyt ładne, nie leżały idealnie, a co najważniejsze, lwia część nie pasowała do siebie. Miałam ponad 70 spódnic, 4 razy więcej górnych części garderoby, a zwykle jedna spódnica pasowała to maks. 3-4 gór, co przy takiej ilości wydaje się niemożliwe. A jednak tak było. Byłam sfrustrowana, zła i nadal kupowałam t-shirty do chodzenia po domu :D

Swojego rodzaju oprzytomnienie dała mi książka Joasi Glogazy "Slow Fashion", a potem blog Marii "Ubieraj się klasycznie". Nagle zdałam sobie sprawę, że moja historia przypomina historię Asi, która także była "uzależniona" od ubrań. Popatrzyłam na sterty tego wszystkiego co posiadałam i wyrzuciłam chyba z połowę tego co posiadałam, 1/4 wymieniłam na swapach. Niestety, mimo usilnych starań utrzymania mniejszej ilości garderoby, po przeprowadzce do nowego miejsca ponownie zakrztusiłam się zakupami, zaczęłam patrzeć na to co kupuję, wszystko było lepszej jakości, ale dalej do siebie nie pasowało i dalej nie mogłam stworzyć ciekawych zestawów w czasie mniejszym niż 5 minut. Byłam przytłoczona ilością ubrań przewalających się przez moje mieszkanie, ciągle tylko sprzątałam, prałam i układałam swoje ubrania. Byłam zmęczona, bo oprócz tego, miałam jeszcze inne rzeczy w domu, Narzeczonego, szkołę i pracę. Byłam zmęczona rzeczami, które tak lubiłam. Taka sytuacja trwała do stycznia tego roku. W końcu postanowiłam, że koniec, że nie mam miejsca i czasu posiadać tyle ubrań. Jestem w trakcie odgracania szafy, oddałam już mnóstwo ciuchów, drugie tyle chciałabym sprzedać/wymienić. Zanim coś kupię myślę 10 razy czy na pewno pasuje to do mojego stylu życia, mojej szafy i do mnie. Minimalizm ubraniowy to było dla mnie ograniczenie mnóstwa wzorów i kolorów, na kilka basicowych i printy w postaci kwiatów, panterki i pasków. Pozbyłam sie wysokich obcasów, nie pasujących do mojej figury ubrań. Ostatnimi czasy przytyłam kilka kilogramów (i to nie z powodu złej diety czy coś) i nie wszystko wygląda już tak dobrze, jak wyglądało na patyczkowej mnie. Zainteresowałam się capsule wardrobe i jestem w trakcie robienia postu o tym, jakie ubrania uwielbiam najbardziej i co jest moją podstawą na wiosnę/lato. A ciuszki dalej kupuję, tylko naprawdę z rozwagą, bo w sumie mimo posiadania
mniejszej ilości, mam więcej możliwości i więcej czasu zaoszczędzam np. na spanie rano :)

Closet Makeover - Capsule Wardrobe - Shira Gill Home
Zdjęcie pochodzi z Pinterest, nie jest moją szafą :)

W jednym z następnych postów opowiem Wam o moim minimaliźmie w sprawach beauty a także pokażę Wam kilka fajnych książek oraz blogerek/vlogerek, które teraz oglądam :)


6 komentarzy:

  1. Ostatnio minimalizm jest bardzo modny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, trzeba czasem odpocząć od konsumpcyjnego świata i po prostu mieć mniej na głowie :)

      Usuń
  2. Również kieruje się minimalizmem, jednak jak to wiadomo, większość ciuszków przetrzymuje u chłopaka czy rodziców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja u rodziców, bo z partnerem mieszkam, ale staram się ograniczac, żeby im też nie zagracać

      Usuń

Dziękuje za każdy komentarz :*

Copyright © 2014 Miss-cosmo15 , Blogger